Kasia

Opublikowano: odeszly
Tags:

DSC_0117Kasia, Kasieńka, Katarzynka, Słoneczko, Aniołek, najpiękniejsza klacz w całej wsi – to tylko nieliczne określenia dla naszej końskiej Księżnej Katarzyny. Nyliśmy zakochani po uszy w ślicznotce, a ona w nas. To nieprawdopodobne jak zwierzę, które tyle wycierpiało z rąk człowieka może ponownie obdarzyć ludzi zaufaniem. Przyjechała do Fundacji Pegasus w stanie agonalnym (poniżej jej historia), przez półtora roku udało się zapewnić jej wiele szczęśliwych chwil. Pożegnaliśmy Kasię 13.08.2016 roku.

Historia:

Kiedy wolontariuszka przesłała informację o Kasi nie spodziewaliśmy się, że klacz może być w takim stanie. Gdy przyjechała do mazurskiego ośrodka pegasusa, oniemieliśmy. Czy widzieliśmy kiedykolwiek konia w takim stanie? Chyba nie.

Kasia nie miała jeszcze 20 lat, a była wyniszczona do granic możliwości. Chore nogi, skóra, zrujnowane zęby, kopyta do pilnej korekcji, problem z pęcherzem i skrajne niedożywienie. Klaczka nie miała już mięśni, ponieważ jej organizm – by podtrzymać podstawowe funkcje najważniejszych narządów – zaczął czerpać energię właśnie z mięśni doprowadzając do ich zaniku.
Kasia nie była w stanie przyjmować normalnego pokarmu ze względu na problem z gryzieniem – nie mogła jeść siana ani owsa. Karmiliśmy ją więc kilkanaście razy dziennie, małymi dawkami specjalnych mieszanek. Walczyliśmy o jej życie nie w przenośni, tylko całkiem dosłownie – każdego ranka baliśmy się, że po wejściu do stajni zobaczymy Kasię leżącą w boksie.

Widzieliśmy wiele koni zrujnowanych ciężką pracą i wieloletnimi zaniedbaniami właścicieli, ale nadal trudno uwierzyć, że człowiek może tak odpłacić zwierzęciu i skazać na śmierć w ogromnym cierpieniu. Stan Kasi był ciężki, ale ponieważ długo ona sama się nie poddawała, my też nie mogliśmy zrezygnować – ratowaliśmy ją wykorzystując wszelki sposoby. Patrząc w jej zmęczone i pełne bólu oczy szeptaliśmy „jeszcze będziesz biegała po pastwiskach; jeszcze uwierzysz, że człowiek potrafi kochać, a nie jedynie krzywdzić”. Cieszyliśmy się z każdego przełkniętego przez Kasię kęsa. Przekonywaliśmy, by chodziła, aby pobudzić krążenie. Dbaliśmy, by stała (jeśli by zaległa, nie miałaby już siły wstać). Badaliśmy, głaskaliśmy i błagaliśmy, żeby nie przestawała walczyć, żeby nie przekraczała granicy, na której balansowała każdego dnia – granicy, jaka dzieli życie od śmierci!

Zdjęcia cz. I (klik)

Zdjęcia cz. II (klik)

Wspólnie wygraliśmy tę nierówną wojnę, Kasia przetrwała. Było wiele krytycznych momentów, w pewnej chwili była nawet zupełnie łysa. Jednak każda chwila tej walki była warta poświęcenia. Kasia ŻYJE, szczęśliwie. Do końca swoich dni będzie wymagała szczególnej troski lecz dziś jest na tyle sprawna, że może podążać za stadem. Jest naprawdę radosnym, pełnym życia i wiary koniem.

Change this in Theme Options
Change this in Theme Options
Translate »