Marysia odeszła

Opublikowano: aktualności, odeszly
Tags:

Kochani, za nami jedne z najtrudniejszy dni w życiu fundacji.
Zadzwonił handlarz, że Marysia gorzej się czuje i albo bierzemy, albo jedzie na pasze dla lisów. Ustaliliśmy, że podpiszemy umowę i w ciągu 7 dni zapłacimy całość albo będziemy mu winni 3 krotność ceny konia. Dzięki temu, bez środków, śnieżynka mogła przyjechać do fundacyjnej stajni.

Przyjechała leżąc, nie mogła ustać w transporcie. Udało się ją podnieść, wyprowadzić z auta handlarza. Natychmiast ją ogrzaliśmy, zabezpieczyliśmy, po chwili przyjechał lekarz weterynarii. Pobraliśmy krew, wykonaliśmy zdjęcia RTG. Pierwsza diagnoza była pełna optymizmu, Marysi nogę da się zoperować! Ustaliśmy dietę, leki wzmacniające, fizjoterapię i sposób postępowania na najbliższe tygodnie by przygotować ją do zabiegu i rehabilitacji. Była słaba, chuda, ale w chwili gdy zobaczyła Musuły nabrała woli życia.

Niestety, na drugi dzień dostała wysokiej gorączki. Natychmiast weterynarz, badania, leki. Marysia była mocno osłabiona, organizm zaczęła toczyć infekcja. Walczyliśmy o każdy posiłek (przez gorączkę nie miała apetytu), masowaliśmy, ogrzewaliśmy. Były lepsze i gorsze chwile. Niestety, nasze kochanie było coraz słabsze. Położyła się.
Udało się ją podnieść. Gorączka spadła, apetyt wrócił, a z nim nadzieja.

Po chwilowej poprawie przyszedł jednak kryzys. Marysia kolejny raz położyła się i już nie była wstanie wstać, mimo naszej pomocy. Przekładaliśmy ją w bezpieczną pozycję mostkową, masowaliśmy, walczyliśmy o brak odleżyn (potrafią pojawić się w kilka godzin) i konsultowaliśmy ze wszystkimi znanymi nam specjalistami.

Mimo starań jej stan się pogarszał, infekcja płuc zbierała żniwo. W nocy przyszły kolejne wyniki badań krwi: wycieńczenie, układ odpornościowy zupełnie nie funkcjonuje i… mięśniochwat. W tej sytuacji byliśmy już zupełnie bezsilni. Podnosząc Marysię pogłębialibyśmy mięśniochwat, a gdy leżała zapadały się płuca.

Przytuliliśmy więc ją mocno, najmocniej jak mogliśmy. Daliśmy ukochane marchewki, szeptaliśmy do ucha, że teraz pobiegnie na wieczne, wspaniałe pastwiska…. i sprawiliśmy, że już nic nie boli.
Obiecaliśmy, że za tęczowym mostem będzie szczęśliwa i kiedyś jeszcze się spotkamy.

„Dokąd idą zwierzęta, gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba,
to przepraszam Cię Panie,
mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja poproszę na inny przystanek
tam gdzie merda stado ogonów.
Zrezygnuję z anielskich chórów
tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści,
nosy, łapy i chrapy”

_______________

Kochani! Dziękujemy wszystkim, którzy wsparli ratowanie Marysi. Jesteście cudownymi ludźmi. Dzięki Waszej pomocy oszczędziliśmy jej podróży do rzeźni i okrutnej śmierci. Choć odeszła, to na koniec swojego życia była kochana. Była z ludźmi, którzy zrobiliby dla niej wszystko.

Wszystkie środki ze zbiórki zostaną wykorzystane na opłacenie leczenia, konsultacji, badań i, niestety, zapłacenie handlarzowi. On nie doprowadził jej do takiego stanu, prawo nic nie pozwala zrobić.
Lecz zrobimy wszystko by odnaleźć człowieka, który krzywdził śnieżynkę przez wiele miesięcy, doprowadzając ją do takiego wyniszczenia. I obiecujemy Wam, tak jak obiecaliśmy jej – tego człowieka spotka zasłużona kara.

Marysia odchodząc pozostawiła pustkę w naszych sercach i… miejsce w stajni. W jej imieniu, na jej cześć, chcemy ocalić życie innej klaczy. Karej, mniejszej kobyłki, która jechała jednym transportem z Marysią. Nie mogliśmy wtedy wyciągnąć jej z auta handlarza. Namówiliśmy go na zostawienie jednego konia bez gotówki, przy drugim nie mieliśmy szans. Teraz możemy po nią wrócić. Więcej informacji: Sysia

Walka o Marysię
Change this in Theme Options
Change this in Theme Options
Translate »