Dereszka

Opublikowano: odeszly
Tags:

dereszkaDereszka pieszczotliwie nazywana Derenią, przyjechała do stajni w Musułach wraz ze swoją wierną przyjaciółką Kasztanką. Konie zostały uratowane (wyciągnięte z samochodu handlarza) przez osobę zaprzyjaźnioną z naszą fundacją. Stan Dereni był dramatyczny. Stawy powykręcane w każdą ze stron, zesztywniałe nogi, „kanciasta” postawa. Kiedy trafiły do nas były już odkarmione, zdiagnozowane przez lekarza weterynarii, spokojne. Nasza fundacja stała się dla nich domem.. ostoją, schronieniem wśród innych, pokrzywdzonych przez człowieka, końskich istnień.

Pewnego dnia zastaliśmy klacz leżącą w boksie. Ściągnęliśmy wolontariuszy i podjęliśmy próby podnoszenia. Udało się dopiero po wielu godzinach. Dereszka od czasu do czasu kładła się i nie mogła sama wstać myśleliśmy, że tak będzie i tym razem. Kiedy wstała, paru wolontariuszy wzięło ją na spacer wokół stajni. Daliśmy jej siano, wody ale coś było nie tak, inaczej niż zwykle. Zawsze chętna do współpracy teraz Dereszka gasła w oczach. Kobyła dostała drgawek, chciała się położyć. Została zaprowadzona do boksu. Pojawiły się objawy kolki. Szybkie podanie biowetalginu i no-spy odrobinę poprawiło stan, jednakże w żaden sposób nie mogliśmy utrzymać klaczy na nogach. Przelewała nam się przez ręce.

Niestety żaden lekarz weterynarii nie mógł w między czasie do nas przyjechać. Podwiesiliśmy Derenie na pasach aby móc ją podtrzymywać. Masowaliśmy jej słabizny słomą, by choć trochę wspomóc perystaltykę jelit. Uspokoiła się ale tylko na chwilę. Co jakiś czas dostawała drgawek, następnie sama próbowała wstawać. Próby były króciutkie. Przed godziną 4 nad ranem udało się zaprzyjaźnionej Pani weterynarz do nas przyjechać. Po zbadaniu konia stwierdziła, że jelita pracują, więc objawy kolki ustąpiły, bądź wcześniejsze symptomy były dopiero zaczątkiem kolki i szybkie podanie leku pomogło.

Jednak serduszko Dereszki było już słabe, temperatura spadała, parametry życiowe również. Od dobrych 2 godzin koń leżał już spokojnie w boksie, nie miał już ani siły ani chęci walczyć dalej. Aby nie przedłużać cierpienia Dereni podjęliśmy decyzję o jej eutanazji i tak o 4 nad ranem nasza, kochana klaczka odeszła w ciszy, trzymając głowę na nogach swojego wolontariusza Wojtka.

Change this in Theme Options
Change this in Theme Options
Translate »