Mery

Opublikowano: odeszly
Tags:

mery

28.02.2015

Dzięki naszym darczyńcom udało się uzbierać wymaganą sumę i wyniszczone, nieufne stworzonka zamieszkały we wspólnym boksie stajennym w Musułach. Niestety dla Mery były to ostatnie dwa miesiące życia. Mała kucyczka z powodu złego żywienia cierpiała na chorobę układu kostnego, miała problem z metabolizmem i wątrobą. Pomimo leczenia choroby postępowały, uniemożliwiając Mery normalne funkcjonowanie -pod koniec lutego odeszła cichutko w swoim boksie.

01.01.2015

Dzisiaj Mery i Rudolf, który okazał się Rudolfiną stoją we wspólnym boksie w pegasusowej stajni. Trafiły tam dzięki naszej i Waszej determinacji – bez darowizn na wykupienie od handlarza kucyki pewnie pojechałyby już w swoją ostatnią podróż do rzeźni. Ale dzięki Wam, drodzy Przyjaciele, przyjechały do Musuł. Dzięki Wam zostały przebadane przez weta i obejrzane przez kowala. Wiemy już, że obydwie klaczki są po ochwacie, dodatkowo Mery (czarny maluszek o wzroście dużego bernardyna) wskutek diety składającej się z resztek z ludzkiego stołu i słodyczy cierpi na postępujące zwapnienie kości w obrębie pyska. Nie wiemy tylko, jak długo będzie żyła z tą chorobą – rokowania mówią o okresie od kilku miesięcy do nawet 10 lat. Dołożymy wszelkich starań by było to jak najlepsze życie!

Mamy nadzieję, że dzięki Waszej hojności uda się zapewnić Mery najlepsze suplementy, odpowiednio bogatą paszę i jeszcze przez lata będziemy mogli opowiadać Wam o małym, czarnym kucyku, który w musulskiej stajni rozpoczął NOWE ŻYCIE w NOWYM 2015 roku.

Historia:

Smutne, szare podwórko pełne śmieci. Wysoki płot sprawia, że z zewnątrz nic nie widać. Po chwili słychać jedynie lekkie, cichutkie rżenie uwięzionych tam zwierząt, których handlarz pozbędzie się do wigilijnej nocy. Ze ściśniętym gardłem, dławiąc łzy, starając się nie okazywać słabości prosimy o pokazanie nam koni, które najszybciej mają wyjechać do rzeźni.
Ze starej obory zostają wyprowadzone na plac dwa konie. Pierwszy raz od długiego czasu mogą zobaczyć niebo, poczuć wiatr i zrobić kilka kroków. Nie są to jednak chwile szczęścia – radość tu nigdy nie zawita, w skupie zwierząt rzeźnych jest jedynie strach i ból.

Rudolf ledwo stawia kolejne kroki, chore kopyta uniemożliwiają mu normalne poruszanie się. Tuż za nim wychodzi przerażona, czarna klacz- Mery, ciemność sprawiła, że nie widzi już na jedno oko. Boją się każdego gestu, ruchu, szelestu. Handlarz kupił je od mieszkającego nieopodal rolnika. Dwa lata temu były prezentem świątecznym dla dzieci – dziś są już zbędne.
W tym roku, tuż przed wigilią mają wyjechać w swoją ostatnią drogę. Handlarz dłużej nie będzie czekał by przytyły. Wystarczyło ich jedno spojrzenie, abyśmy wiedziały, że nie możemy na to pozwolić.

Jesteśmy ich ostatnią szansą! Na życie, na brak bólu, na koniec cierpienia. Szansą na galop po trawie, wygrzewanie się w promieniach słońca. Na przekonanie ich, że człowiek potrafi być również przyjacielem, a nie tylko katem.

Change this in Theme Options
Change this in Theme Options
Translate »